Kamizelka jako historia kochającego małżeństwa

Kolejny utwór, jaki omówię w kontekście tematu to nowela Bolesława Prusa „Kamizelka”. Jest to historia małżeństwa, ubogiego, żyjącego skromnie. On był urzędnikiem, a ona dawała lekcje w mieście. Ich małżeńskie szczęście zakłóciła choroba mężczyzny – z każdym dniem czuł się gorzej, słabł, z niegroźnego przeziębienia dolegliwość przerodziła się w śmiertelną chorobę. Mąż świadomy był tego, że umiera. Któregoś dnia mężczyzna, zakładając kamizelkę stwierdza, że jest za luźna. Dochodzi do wniosku, że chudnie coraz bardziej, nie chce, aby żona dowiedziała się o tym, więc przesuwa sprzączkę ściągacza. Pewnego dnia zauważył, że kamizelka jest nawet za ciasna, wierząc w wyzdrowienie, ujawnia żonie swoje oszustwo, jakiego się dopuszczał. Niestety, pan umiera, pani sprzedaje niepotrzebne rzeczy i wyprowadza się. Narrator, patrząc na kamizelkę, odkrywa jej tajemnicę: żona, aby dodać mężowi otuchy i pokazać mu, że jest z nim lepiej, robiła to samo co on po kryjomu – przesuwała pasek kamizelki.

Małżeństwo nawzajem okłamywało się – mąż, by pokazać żonie, że czuje się lepiej, żona – dodając otuchy mężowi. Kłamstwo, a więc czyn negatywny w historii dwojga ludzi nabiera pozytywnego wymiaru. Mąż i żona czynią to bowiem jedynie z troski o swego życiowego partnera. Chcą dodać sobie wzajemnie otuchy, nie myślą o sobie, lecz o małżonku. Radość mężczyzny z faktu, że zdrowieje, jest tak ogromna, że uzasadnia ona kłamstwo w dobrej wierze. Błahy przedmiot, część garderoby jest dla niego miernikiem powrotu do zdrowia, czymś, co podtrzymuje jego nadzieję na wyzdrowienie. Z takim przekonaniem mężczyzna umiera – wciąż myśląc, że jest cień szansy na powrót do pełni sił.

Dwoje kochających się ludzi przedstawia nam Prus – to nie ulega żadnym wątpliwościom. Mąż kocha żonę i odwrotnie – ona kocha jego. Ich życie byłoby naprawdę szczęśliwe, gdyby nie pogarszający się z każdym dniem stan jego zdrowia. Łączy ich jedno – żadne z nich nie chce, by współmałżonek martwił się, by dosięgało go nieuniknione nagromadzenie się ich problemów. Żyją biednie, skromnie, dosięgła ich choroba – ale nie spowodowało to w żadnym stopniu rozmiaru ich wspólnej miłości do siebie – można powiedzieć, że ją jeszcze powiększyło. To nic, że oboje się okłamywali. Kłamstwo nie przynosi złych konsekwencji – wręcz przeciwnie – okłamywanie małżonka niesie nadzieję, siłę, jest wsparciem dla niego w przezwyciężaniu śmiertelnej choroby. Motywem działania nie jest także nic złego i  negatywnego – do jego zastosowania popycha żonę wielka miłość – tak bardzo go kocha, że jest w stanie go okłamywać, by tylko ulżyć mu w znoszeniu cierpienia, pokonaniu słabości i psychicznego wsparcia. Tak więc postawa małżonków, a szczególnie żony nie nosi znamion czegoś negatywnego – kłamstwo, jakie popełnia, jest przejawem miłości, nie jest kłamstwem, jakie rani, krzywdzi i smuci, jest czymś niosącym wiele dobrego, szczególnie dla człowieka nieuleczalnie chorego. Dwoje tych ludzi są pięknym przykładem miłości, tej prawdziwej, aż po grób.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *